| Życiorys |
|
|
Strona 2 z 13
Poseł Jan Kulas o swoim rodowodzie, edukacji szkolnej i obywatelskiej
Moja rodzina chyba od zawsze związana jest z Pomorzem Gdańskim. Urodziłem się w Kościerzynie 21 lipca 1957 roku. Pierwsze lata wychowywałem się u „dziadków” na pograniczu kaszubsko-kociewskim, w miejscowości Strzelki, obecnie gmina Stara Kiszewa. Tutaj poznałem warunki życia i pracy w gospodarstwie rolnym. Stąd też bierze się to moje stałe zainteresowanie sprawami wsi i rolnictwa. Szkołę Podstawową odbyłem na wsi, w miejscowości Nowa Cerkiew, w gminie Morzeszczyn. W 1972 roku moi rodzice przeprowadzili się do Tczewa. W taki sposób moje życie rodzinne, zawodowe i społeczno-polityczne związało się, jak sądzę, na zawsze z Tczewem! Jako młody człowiek miałem poczucie satysfakcji, że przez 4 lata uczyłem się w Liceum Ogólnokształcącym im. Marii Skłodowskiej-Curie w „Grodzie Sambora”, w tym samym gmachu, gdzie w latach 1920-1930 mieściła się sławna Państwowa Szkoła Morska. W liceum, w mojej klasie ogólnej („C”), poznałem m. in. Grzegorza Ciechowskiego, późniejszego lidera legendarnego zespołu „Republika”. W przyszłości napiszę o nim książkę. Maturę z wyróżnieniem zdałem w 1976 roku. Wtedy chyba po raz pierwszy uwierzyłem, że dzięki pracowitości i wytrwałości można w życiu osiągnąć sukces. Jesienią 1976 roku rozpocząłem wymarzone studia historyczne w Uniwersytecie Gdańskim. O ich podjęciu, po zdanym bardzo dobrze egzaminie wstępnym, osobiście zapewnił mnie prof. Roman Wapiński. Podczas studiów, co też ważne, mieszkałem w „akademiku”, praktycznie ponad 3 lata w Domu Studenckim (DS.) nr 10 przy ul. Polanki. Wtedy Polanki kojarzyły się głównie z akademikami uniwersyteckimi. Z pasją zabrałem się za studiowanie i praktycznie każdego roku pobierałem nagrodę rektorską za wysokie wyniki w nauce. Naturalnie dociekanie prawdziwej historii, szczególnie z dziejów najnowszych, unaoczniło mi zakłamanie i obłudę tzw. realnego socjalizmu. Jedynie dzięki mądrym i odważnym profesorom mogłem napisać pracę magisterską, zgodnie z moimi głębokimi zainteresowaniu, a mianowicie o Powstaniu Warszawskim. Wyprawy do Warszawy za źródłami i dostępem do archiwów, umożliwiły mi poznanie i polubienie naszej stolicy. Moją pracę magisterską, pod kierunkiem prof. Bogusława Drewniaka i po recenzji prof. Romana Wapińskiego, oceniono jako „wyróżniającą”. Podczas studiów spotkałem kilka wybitnych postaci, dzisiaj pełniących wysokie stanowiska państwowe, jak np. Bogdan Borusewicz, Donald Tusk, Antoni Mężydło i Wojciech Duda. Na ostatnim roku studiów uczestniczyłem już w niezależnym ruchu studenckim. Co też znamienne w tymże roku akademickim (1979/1980) zostałem wybrany, po kilku namowach na kandydowanie, do Rady Samorządu Mieszkańców DS. nr 10. Wkrótce także, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, zostałem wybrany przewodniczącym tej Rady. To nieoczekiwane wyzwanie potraktowałem całkiem serio. Dobrałem sobie znakomitych współpracowników i wkrótce nasz samorząd DS. nr 10 zaliczał się do najaktywniejszych w całym Uniwersytecie Gdańskim. W tej pracy społecznej nauczyłem się wiele, przede wszystkim procedur, potrzeby zawierania kompromisów i porozumień. Dużą wagę przykładałem do sfery kultury i rozrywki na wyższym poziomie. Nie przypadkiem będący pod moim szczególnym patronatem Klub Studencki „Paradoks” należał do najlepszych w Trójmieście. Latem 1980 roku kończyłem pisanie pracy magisterskiej. Naturalnie tak jak wielu młodych ludzi zaszedłem w tych ważkich dniach sierpniowych pod Stocznię Gdańską. Uświadomiłem sobie, że historia dzieje się na naszych oczach. Nie miałem wątpliwości, iż tej wielkiej przemiany ideowo-moralnej Polaków, totalitarny system panujący w PRL nigdy już nam nie wyrwie z serc. Powstanie NSZZ „Solidarność” było spełnieniem moich marzeń na Polskę bardziej wolną i bardziej demokratyczną. Tak to odbierałem, bowiem wiedziałem, iż w ZSRR i tej części Europy nadal obowiązuje tzw. Doktryna Breżniewa. Miałem to szczęście prawie cały rok przepracować w MKZ, a następnie w Zarządzie Regionu Gdańskiego w Gdańsku-Wrzeszczu przy ul. Grunwaldzkiej 103. Nawet dzisiaj po tylu latach ze wzruszeniem mijam ten obecnie całkiem odnowiony i jakby inny gmach. Ruch „Solidarności” lat 1980-1981 stał się dla mnie, i chyba mojego pokolenia, wielkim i niezapomnianym doświadczeniem, wydarzeniem życiowym. Spotkałem tutaj na swojej drodze życiowej wielu wspaniałych ludzi jak np. Bogdan Borusewicz, Janusz Krupski, śp. Wiesława Kwiatkowska, Aleksander Klemp, Maciej Grzewaczewski, Grzegorz Grzelak, Arkadiusz Rybicki, śp. Ryszard Grabowski, Maria Nowicka, Zofia i Ireneusz Gust, Paweł Huelle, Andrzej Zarębski i oczywiście sam Lech Wałęsa. Po takich doświadczeniach i szlachetnych kontaktach nikt nie był w stanie złamać nas, nawet stan wojenny. Właśnie po utracie pracy w NSZZ „Solidarność” powróciłem społecznie i zawodowo do Tczewa. Z początkiem 1982 roku poświęciłem się całkowicie tczewskiej „Solidarności” podziemnej. Przykładowo większość tekstów w podziemnej „Gazecie Tczewskiej” była mojego autorstwa. Moim pierwszym współpracownikiem i przyjacielem był wtedy śp. Zdzisław Jaśkowiak. Z kolei dzięki życzliwości i poręczeniu ( w dowodzie miałem trefny wtedy wpis „NSZZ „Solidarność”) czcigodnego Kazimierza Ickiewicza, podjąłem jesienią 1982 roku pracę jako historyk w Zespole Szkół Kolejowych w Tczewie. Mój ojciec Henryk, będąc kolejarzem (dyżurnym ruchu), nie krył zadowolenia i satysfakcji z tego faktu. |
Archiwum
Szukaj
Statystyka
Od 30 października 2007 zanotwaliśmy 1596200 wejść.
Aktualnie odwiedza nas 19 gości
